Non stop dla urody
Przydatne artykuły: | |Rany boskie, ile czasu musiałabym poświęcić, żeby wklepać i wsmarować w siebie to wszystko, co polecają specjaliści od urody. Mleczko, mydło, tonik, maseczka, balsam, odżywka, woda termalna, serum, krem, itd., itp. Próbowałam kiedyś policzyć ile czasu by to zajęło i wyszło mi, że 25 godzin na dobę bez spania, jedzenia i wypróżniania się. Mam koleżanki, które naprawdę oddają po kilka godzin dziennie ze swojego życia tym zabiegom. Czy warto? Ja nie widzę specjalnej różnicy w ich oraz moim i innych urodowych renegatek wyglądzie. Może za kilka lat, pewnego dnia, gdy będziemy siedzieć razem w kupie, nam buntowniczkom nagle oklapną piersi i pomarszczy się skóra, a tym zadbanym będzie wszystko dyndało i błyszczało jak w reklamie. Czy powinnam właśnie teraz przestać pisać ten tekst i lecieć się smarować i peelingować? Powiem wam, że za Chiny nikt mnie do tego nie zmusi. Żeby jeszcze te maści potrafiły grać dobrą muzę, jak na przykład Orba albo żeby maseczki wyświetlały filmy na ścianie w trakcie ich nakładania. A tak, to zbyt poraża mnie nuda, mozół i mało widoczne skutki tych wszystkich „cudów dla urody”. Może kiedyś będę tego żałować, a może nie. Gdyby się okazało, że jutro ma być koniec świata, to ile czasu zostałoby ślicznotkom na zrobienie ważnych rzeczy, które planowały mażąc się w balsamach?
Ciekawe strony: | |